Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 stycznia 2016

Szarlotka spod samiuśkich Tater - na dzień dziadka.



Dziadkowie są chyba częściej bardziej konserwatywni kulinarnie niż babcie. Znam takich, których nie koniecznie zachwyci wymyślna francuska tarta z trzema warstwami a już tym bardziej (czego to ludzie nie wymyślą) wegańskie ciasto. Dla takich dziadków polecam to, co sprawdziło się u mnie: prosta, pyszna szarlotka. Przejdzie nawet ekstrawagancko podana na ciepło z lodami.

Przepis znaleziony dawno temu w Galerii potraw spełnia też moje wszystkie wymagania odnośnie najlepszego jabłecznika, o których pisałam przy okazji tej szarlotki: pyszne kruche ciasto i mnóstwo jabłek pomiędzy. Niczego więcej mi nie trzeba a już na pewno żadnych kisieli, budyni z torebek itp.
A może ja też zdziadziałam?

sobota, 21 listopada 2015

Ciastka z orzechów włoskich z czekoladą


Kiedy zobaczyłam te ciasteczka bez mąki na blogu o-smaku od razu trafiły na listę, jak to się mówi w informatycznym slangu, "tudusów" (od komentarza TODO, który często jest zamieszczany w kodzie i czasami widnieje tak latami, zupełnie jak moje przepisy na owej liście). Głównym składnikiem jest masło z nerkowców, ale w mojej kuchni nerkowce goszczą rzadko, natomiast to, czego mam pod dostatkiem to orzechy włoskie. Z jednej strony użycie masła z innych orzechów na pewno mocno zmienia smak ciastek z drugiej natomiast nie powinno mieć większego wpływu na udanie się przepisu.

"Masło" z orzechów włoskich zrobiłam mieląc dokładnie w małym malakserze niecałe 180 g orzechów i dodając 2 łyżki oleju z pestek dyni. Oleju dodałam, bo masa w porównaniu z masłami kupnymi wydawała mi się mniej tłusta. Konsystencję trzeba ocenić wzrokowo, może nie zawsze dodawanie tłuszczu będzie konieczne a może kupicie gotowe wyłuskane orzechy i będą tak suche, że trzeba będzie dodać go więcej. Nie musi być to też olej dyniowy. Ja wybrałam ten ze względu na orzechowy posmak, ale może być dowolny inny. Żeby przełamać smak orzechów dodałam też trochę naturalnego ekstraktu pomarańczowego.

U mnie nie są też to już ciasteczka bez mąki, bo w obawie o konsystencję (może niesłusznie) dodałam do nich trochę mąki. Zmieniłam też nieco sposób przygotowania i ucierałam jajko z cukrem jak to robię chyba we wszystkich ciastkach gdzie dodaję jajko.

Ciastka są bardzo smaczne a przepis jest prosty i przyjmuje wiele modyfikacji. Zachęcam do wypróbowania.



 

wtorek, 10 listopada 2015

Ciastka z fasoli z czekoladą


Miałam nie dodawać tego przepisu, bo zrobiłam na szybko dwa zdjęcia i wyszły jak wyszły... Niestety sezon wirusowo-bakteryjny znowu daje nam się we znaki i nic innego w międzyczasie nie zdążyłam obfotografować. A przecież nie mogę rzeszy czytelników pozostawić tak długo bez przepisu. (No dobra, trochę się nabijam z takich tekstów na blogach). Niech więc będą te fasolowe ciasteczka - na przetrwanie. 

Przepis pochodzi z bloga erVegan. Miałam wrażenie (ale wywnioskowałam to tylko ze zdjęć), że moje wyszły bardziej wilgotne. Wiedziałam, że użyłam innej fasoli - adzuki i podejrzewałam, że różne rodzaje fasoli różnią się zawartością np. skrobi, co mogło mieć pewien wpływ na konsystencję ciastek. Zrobiłam więc kolejne dwie porcje z różnymi modyfikacjami: dodawałam skrobię, cukier, orzechy ale te dodatki nieznacznie wpływały na konsystencję ciastek. Ale chociaż nie są one chrupiące tak jak te pieguski albo te stempelki, to przypominają za to inny przysmak: wilgotne brownie. Myślę, że upieczone blaty z fasolowego ciasta świetnie nadałyby się jako zastępstwo biszkoptów w torcie, nie tylko dla osób będących na diecie bezglutenowej.

Fasola adzuki (azuki), której użyłam, jest tradycyjnie wykorzystywana w kuchni wschodniej do deserów, ale jak dotąd nie miałam na nią pomysłu. Zrobiłam z niej tylko raz lekko słodki farsz do naleśników z bananem i rodzynkami i doszłam tylko do tego, że jest świetnym wypełniaczem. Ale co najważniejsze: ciastka nie miały smaku fasoli, jak to podobno bywa, kiedy się je zrobi z czerwonej fasoli z puszki.

Większość ciastek zjadł mój syn, który nigdy w życiu nie zjadł nawet łyżeczki fasoli. Ale nie oszukujmy się, nie jadł ich dla fasoli ale dla czekolady. Może dobre i to.

piątek, 9 października 2015

Tarta cytrynowa i wypieki uboczne.


Idealną mini tartę cytrynową kupiłam niegdyś w cukierni Lukullus. Kruche ciasto, cudowny, delikatny, cytrynowy krem i włoska beza. Niebiańska tarta Limoncello. Chciałabym umieć zrobić podobną. Godzinami przeglądałam przepisy, żeby znaleźć taki, który jak najwierniej odzwierciedli tamto wrażenie smakowe. Ostatecznie zaufałam przepisowi M. Rouxa. Niestety w czasie realizacji czekały na mnie niespodzianki wynikające z błędów w przepisie i mojej nieudolności. Jakoś się udało doprowadzić wszystko do końca, ale przy okazji upiekłam jeszcze osobno krem cytrynowy i kruche ciasteczka. Kruchego ciasta celowo zrobiłam więcej a masa cytrynowa po prostu nie zmieściła mi się do tarty. Powinno być jej dwa razy więcej, ale nie bardzo radzę sobie ze zrobieniem wysokich brzegów. Zawsze gdzieś ciasto się ześlizgnie. To znaczy pewnie bym sobie poradziła, gdybym wcześniej pomyślała jakie to jest ważne, ale dotychczas się tym nie przejmowałam, bo z tartami takimi ja ta albo ta nie było kłopotu. Jednak tym razem rzadka masa wylewała się przez pierwszy napotkany uskok. Myślę, że należy ciasto „zahaczać” za brzeg formy, żeby brzegi nie opadły w trakcie pieczenia.

Nie, nie wyszedł mi mój wzorzec cytrynowej tarty. Krem był gęściejszy i nie miałam już siły na włoską bezę, tym bardziej, że nie mam doświadczenia w jej robieniu. Ale i tak tarta wyszła zadziwiająco smaczna. Może po prostu w ogóle jestem fanką tart cytrynowych? Albo tak niewiele trzeba by tarta cytrynowa była pyszna?
Nie wiem ale niedługo wypróbuję inny przepis i sprawdzę

... a tę z Lucullusa najwyżej znowu sobie kupię.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Sernik z rosą albo z pianką. Prawie jak kupny.


W rodzinie mojego męża krąży taka pochwała, wspominana od czasu do czasu z uśmiechem: "prawie tak dobre jak kupne". Po niej następuje anegdota, jak to niegdyś taki tekst skierowała do mojej teściowej jej siostra, chcąc pochwalić jeden z jej wypieków. Jedząc ten sernik przypomniałam sobie o owym pochlebstwie Był rzeczywiście prawie jak z cukierni, dobrej cukierni, ale nie taki jak inne serniki, które robiłam. Może to przez dodatek mleka i zagęszczenie go skrobią, co spowodowało, że smak sera nie był taki intensywny. Oczywiście sernik był bardzo smaczny, bo przecież użyłam najlepszych składników: wiejskich jaj, świetnego tłustego sera, prawdziwej wanilii, ale zrozumiałam na czym polegają kupne serniki i ich papierowy smak. Mianowicie jeżeli ująć by połowę sera, zastąpić wodą i dodać jeszcze więcej skrobi to już w ogóle byłby jak kupny. Ciotka męża byłaby wniebowzięta. Ja jednak wolę pozostać przy "prawie". Sernik jest delikatny i ładnie się prezentuje, w sam raz na święta albo na rodzinną uroczystość. Powinien zachwycić większość ciotek, babć i teściowych, męska część rodziny też z pewnością nie pogardzi.

wtorek, 18 listopada 2014

Przyprawa do piernika


Do piernika staropolskiego zabrałam się w święto i z braku przyprawy piernikowej musiałam zrobić ja sama, ale może to i dobrze. Pojedynczych przypraw mam mnóstwo, mieszanek raczej niewiele. 

Piernik staropolski

Kompletuję świąteczne wypieki. Na liście jest coroczna strucla makowa, być może będzie też keks razowy no i w tym roku pierwszy raz osławiony na blogach piernik staropolski. Już ponad tydzień ciasto dojrzewa sobie w lodówce.


Ciasto powinno leżakować 2-6 tygodni dlatego należy zrobić między 7 listopada a 5 grudnia.

piątek, 31 października 2014

Sernikobrownie z dynią.


Dodatek warstwy serowej sprawdza się w wielu połączeniach: z makowcem, z szarlotką i również z brownie. Można powiedzieć, że to sernik na grubym czekoladowym spodzie. Dynia sernikowi nadaje koloru a jej wpływ na smak zależy głównie od smaku samej dyni. Dla mnie ciasto było lepsze na drugi dzień, kiedy przyprawy i smaki się połączyły.

piątek, 24 października 2014

Ciasto czekoladowe z dynią. Z orzechami włoskimi i nutą pomarańczy.



Trwa Festiwal dyni u Bei. To jeden z moich ulubionych festiwali. Od oglądania na nim wszystkich wspaniałości z wykorzystaniem dyni zaczęła się moja z nią przygoda. Prześledziłam przepisy z wszystkich lat i zrobiłam sobie z nich prywatną dyniową książkę kucharską. Potem kupowałam przez Internet nasiona ciekawych odmian, kiedy u nas na straganach można było dostać tylko jeden rodzaj dyni. Przez te kilka lat na szczęście wiele się zmieniło. Co prawda sprzedawcy często sami nie wiedzą co mają i mylą odmiany z gatunkami ale (przynajmniej u mnie) wybór już jest na prawdę spory.

środa, 22 października 2014

Tort truflowy z whisky



To jeden z przepisów z galerii potraw, który dość długo czekał na realizację. Zdecydowanie za długo. Leżakował wydrukowany w stercie innych przepisów, bo wg jednych miał być przepyszny a wg innych średnio: bo masa się nie ścięła, bo zbyt alkoholowy, bo biszkopt nie taki.

Torcik więc czekał na okazję ale świętowaną bez gości, żeby klapy nie było. I bardzo dobrze, bo żal by mi było oddać najmniejszy kawałek:) Jest po prostu re-we-la-cyj-ny! Kremowy, cudownie aksamitny (chyba dobrze, że zrezygnowałam ze skórki pomarańczowej), jak gorzka trufla (ilość cukru zmniejszyłam prawie o połowę). Pochłonęłam go na pół z jubilatem. Rum zamieniłam na whisky ponieważ jubilat jest jej amatorem ale z rumem, likierem pomarańczowym i każdym alkoholem, który pasuje do czekolady pewnie też będzie pyszny. Robienie zdjęć dwóm ostatnim kawałkom i konieczność wdychania zapachu i powstrzymywania się przed zjedzeniem to była katorga. 




czwartek, 2 października 2014

Galette - rustykalna tarta z masą kakaową i borówkami



Myśl o zrobieniu galette odsuwałam długo. Czy po to kupowałam foremki do tart, gadżeciarskie, ceramiczne kuleczki i opanowywałam sztukę wylepiania, podpiekania, zdejmowania tych kuleczek,  żeby piec coś takiego? Tarty z kremem pattisiere (jak ta śliwkowa ), z bezą (jak ta z rabarbarem) albo taka gruszkowa  to  owszem ale tutaj ta dodatkowa warstwa ciasta na wierzchu... nie nie.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Porzeczkowy sernik na zimno.




Ostatnio zdałam sobie sprawę, że prawie nie odczuwam upałów. Wychodzę z domu o 6 rano, jest przyjemnie ciepło ale nie, żeby gorąco. Kilka godzin pracy w klimatyzowanym pokoju - bywa nawet chłodno, szczególnie w stopy i ręce. Nie piję kawy frappe ani ice tea, bo przed czym tu się chłodzić? Kiedy wychodzę późnym popołudniem, czuję przyjemne uderzenie gorącego powietrza ale zaraz wsiadam w klimatyzowany tramwaj a potem schodzę w chłodne podziemia dworca albo metra. Innym razem wchodzę do klimatyzowanych sklepów. W odzieżowych kuszą mnie minimalistyczne sandałki i lekkie sukienki. Rozsądek nakazuje poprzestać na jednej, przypominając, że to tylko chwilowa potrzeba, bo upalnych weekendów w roku jest zaledwie kilka a do pracy taki strój się niestety nie nadaje.

Czasami zazdroszczę ludziom o wolnych zawodach. Spoglądam z okna biurowca jak błąkają się właśnie w tych lekkich ubraniach, których ja z rozsądku nie kupuję, po placach, modnych bazarach, stoją w kolejce po "najlepsze lody w mieście", piją dla ochłody koktajle i szukają schronienia przed słońcem w cieniu kawiarnianych parasoli.

O upałach zwykło się mówić "nieznośne" (choć dla mnie tylko te powyżej 30 stopni) ale ich niedostatek sprawia, że kiedy kończy się lato myślę: "to już? i tylko tyle?". Dlatego z niepokojem spoglądam, że to już sierpień i wystawiam się na upalne słońce, kiedy tylko mogę, nim nowa letnia sukienka znowu, na prawie rok, zawiśnie w szafie.

piątek, 25 lipca 2014

Pleśniak z porzeczkami czyli kto tu rządzi.



Od kiedy mam swój przydomowy mini-ogródek nieco zmieniły się moje zakupy i planowanie posiłków. Dawniej zarządziłam, że zrobię ciasto z wiśniami i kupowałam wiśnie. Proste. Teraz to ogródek rządzi mną. Większość owoców dojrzewa nagle i dla mnie - kupującej kiedyś po 0,5 kg - w ilości hurtowej. O ile są to maliny czy borówki, które wszyscy chętnie zjadają prosto z krzaka to nie ma problemu. Z takimi znowu, których nikt nie chce jeść, jak aronia, też nie ma problemu: robię sok i koniec. Kiedy jednak nagle dojrzewa na krzaczku osiem kilogramów czerwonej porzeczki, to się zaczyna coroczne zastanawianie: co z tym zrobić? Bo czerwona porzeczka nie jest łatwym owocem.

środa, 18 czerwca 2014

Biszkopt z truskawkami - w opracowaniu na mikser stacjonarny


Letnie proste ciasta w różnych wariacjach przypominają mi dziecięcą zabawę w ubieranie misi. Wybierasz głowę (biszkopt/ciasto kruche/ucierane), dopasowujesz bluzkę (bita śmietana/krem maślany/budyniowy/serowy) i spodnie (truskawki/borówki/mieszanka owoców). Wszystkie zestawienia do siebie pasują.

Tym razem złożyłam biszkopt, krem budyniowo-maślany i truskawki. Przepisem na biszkopt Ameryki nie odkrywam ale chciałam go zapisać w wersji mi przydatnej. Mam mikser zwany stacjonarnym i tylko jedną tzw. dzieżę a ponieważ w wielu przepisach stoi: "w pierwszej misce ubij ... w drugiej utrzyj... w trzeciej ubij..." więc kiedy otwieram tradycyjnie spisaną recepturę i zapomnę, żeby czytać od końca to mam potem więcej pracy. Opracowałam więc dla siebie "przepisy na mikser z jedną misą". Wolę zużyć i włożyć do zmywarki jedną zwykłą miskę niż w trakcie robienia ciasta czy kremu myć i wycierać do sucha dzieżę i mieszadło. Wykorzystuję to, że żółtkom, masłu czy nawet śmietanie trochę obcego dodatku nie zaszkodzi ale zabrudzone białka się nie ubiją (sprawdziłam to ostatnio) a w większości przepisów ubijanie białek jest właśnie na końcu...

piątek, 30 maja 2014

Tarta z rabarbarem i bezą na creme patissiere


Jest bardziej pracochłonna niż ciasto ucierane z rabarbarem ale też robi wrażenie. Cudowne połączenie kruchego ciasta, wilgotnego kremu i rabarbaru, którego kwasowość równoważy słodycz lekko chrupiącej bezy. Inspirowałam się tartą ze śliwkami bo po jej zrobieniu wiedziałam, że beza będzie świetnie pasować do takich tart. Często można spotkać tarty tylko z owocami i bezą ale dodatkowa warstwa kremu powoduje, że ciasto nie nasiąka sokiem owocowym i można je podać nawet dwa dni później o ile wytrzyma:)

Tartę piekę w formie o średnicy 26 cm. Jak już wspominałam przy okazji tarty gruszkowej robię podwójną porcję ciasta co wystarcza mi na cienkie wyłożenie (a tak lubię) trzech tart. Pracy nie ma więcej a takie odłożone ciasto w lodówce czy zamrażarce to skarb:). Tym razem odmroziłam ostatnią porcję i przez to pracy miałam trochę mniej. Foremkę wylepiłam ciastem w wieczór poprzedzający pieczenie i włożyłam na noc do lodówki.


wtorek, 20 maja 2014

Proste ciasto ucierane z rabarbarem i imbirem


Ciasto, jak już kiedyś zachwalałam, jest pulchne, wilgotne a do tego proste i szybkie w przygotowaniu. Idealnie łączy się z owocami. Upiekłam je już w tym sezonie rabarbarowym dwa razy i Was też gorąco do tego zachęcam.

Rabarbar nie jest tak słodki jak jabłka ani tak kwaśny jak żurawina więc w proporcjach nic nie zmieniałam. Jedyną modyfikacją były przyprawy: zamiast cynamonu i gałki muszkatołowej użyłam suszonego imbiru, który bardzo dobrze komponuje się z rabarbarem. 

Do rabarbaru pasują też migdały więc jedną z wariacji ciasta może być też dodanie likieru migdałowego (amaretto) do ciasta lub do sosu śmietankowego.



Ciasto ucierane z rabarbarem i imbirem
Na podstawie jabłkowego ciasta Sally Schmitt z żurawiną i sosem śmietankowym

niedziela, 13 kwietnia 2014

Ciasteczka uniwersalne. Wersja z czekoladą i wiórkami kokosowymi.



Kolejne ciasteczka na bazie przedniego przepisu na ciasteczka-stempelki. Tym razem użyłam bardziej oczyszczonej mąki i dodałam trochę proszku do pieczenia. Nie dolewałam też mleka ale jeśli ciasto wyjdzie za suche można to zrobić.
Dodatki także były inne ale są zupełnie dowolne. Ja chciałam zrobić a'la pieguski więc dodałam czekoladę a także wiórki kokosowe, które pozostały mi z robienia mleka kokosowego ale tak samo można dodać migdały, orzechy, rodzynki  i co tam kto lubi. Część mąki można zastąpić kakao i zrobić ciasteczka ciemne - kakaowe.

środa, 26 marca 2014

Razowe ciasteczka z kardamonem - stempelki.




Robienie pierniczków czy pierogów wycinanych ma tę wadę, że ciągle zostają skrawki ciasta, które na nowo trzeba rozwałkowywać a szczerze mówiąc nie bardzo to lubię. Metoda odrywania kulek i formowania czy to ręką czy wałkiem czy stemplem jest dla mnie dużo przyjemniejsza. Stempelki gwarantują dodatkową zabawę.

Ciastka są bardzo proste. Taki zupełnie podstawowy przepis. Wpływ na smak ma głównie wybrana przyprawa (można poszaleć) no i rodzaj mąki. Ja, mimo że użyłam pszennej pełnoziarnistej, nie było tego widać bo była bardzo drobno mielona a i typ nie był napisany na opakowaniu, więc nie wiem jak bardzo razowa była. Myślę, że świetnie sprawdziłaby się też mielona grubiej z bardziej wyczuwalnymi otrębami. Następnym razem do tej co mam po prostu dosypię trochę grubszych otrąb.



poniedziałek, 17 lutego 2014

Ciasto z karobem.



Mimo, że nie jestem "wege" bardzo chętnie śledzę blogi wegetariańskie bo są dla mnie niezwykle inspirującym źródłem przepisów i pomysłowości. Dzięki nim nauczyłam się jak wiele składników można zastąpić innymi i nie straszne mi wołanie o naleśniki czy ciasto kiedy akurat jajka w domu brak. Weganie  przerabiają przepisy tak, by wykluczyć z nich składniki, których nie jadają. Ja czasami robię odwrotnie, ponieważ rzadko mam pod ręką takie składniki jak mleko czy masło roślinne.

środa, 5 lutego 2014

Muffiny dyniowe Jamiego


Ani zbytnio fotogeniczne. Ani w smaku to też nie ta kategoria co ugryziesz, zamkniesz oczy westchniesz mmm i odpłyniesz. Nie nie, nic z tych rzeczy.
Dlaczego więc piekłam je tyle razy w niezliczonych modyfikacjach i kombinacjach?
Ano moje dziecko je kocha. Gardzi tortami, lodami, żelkami, lizakami a o te muffiny stale okresowo się dopomina.
Zrezygnowałam więc z dodatków, których nie lubi: kwaskowej polewy, którą proponuje Jamie i orzechów (czasami tylko do kilku dla siebie dosypię). Zmniejszyłam ilość cukru, tak aby zdrowiej było ale jednocześnie nam smakowało. Mieszam różne zdrowe mąki: orkiszową, jęczmienną, daję dobry olej i wychodzą takie słodkie bułeczki, w sam raz na przekąskę.
No i przymusowo robię puree dyni w słoikach:)