To było moje trzecie podejście do kurek w tym sezonie. Za pierwszym razem poczytałam sobie co i jak odnośnie składników i procesu: masełko, cebulka, śmietana, wino, duszenie, doprawianie i gotowe.
No więc z zakupami wracam do domu i mam nadzieję na szybki, pyszny obiad.
Oczyszczone kurki...
Jak łatwo to napisać...
Jak zwykle podeszłam ambitnie. Przeczytałam, że najlepiej czyścić na
sucho bo chłoną wodę i tracą wtedy aromat itd. Mimo posiadania specjalnych
szczoteczek do czyszczenia grzybów skapitulowałam. Chciałabym zobaczyć
kogoś kto to z powodzeniem zrobi w rozsądnym czasie. Googlu ratuj. Kolejna rada. Zagotowałam osolona
wodę, wrzuciłam kurki. Sporo brudów odpadło i opadło ale niestety nie wszystkie. Mój algorytmiczny umysł od razu zabrudzenia sklasyfikował:
Kryterium nr 1 - umiejętność pływania:
1. Opadające - pożądane
2. Pływające razem z kurkami - uciążliwe do odseparowania.
Kryterium nr 2 - przywiązanie do kurek
1. Mizerne - pożądane
2. Zagnieżdżone między blaszkami - bez komentarza.
No cóż jakoś trzeba sobie poradzić. I tak grzyby dusimy a od paproszka nie umrzemy.
W każdym razie mniej więcej w czasie zaplanowanym na zrobienie obiadokolacji oczyściłam kurki.
Tym razem miałam już pewną wprawę ale i tak sos kurkowy przygotowałam dzień wcześniej. Już najedzona i spokojna. Poza tym zaplanowałam pracochłonny dodatek: placki ziemniaczane.
