Piątek po tłustym czwartku.
Dojadamy ostatnie pączki, które tradycyjnie od kliku lat robił mój mąż.
Ja planuję obiad z wykorzystaniem sześciu białek, które zostały po robieniu pączków. Nie chcę ich dokładać do tych, które już zalegają w zamrażalniku. Postanowiłam zrobić obiad w stylu tej kaszy ze szpinakiem. Tym razem kluczowym dodatkiem była brukselka podzielona na listki. Na pewno poleciłabym takie "rozebranie" tego warzywa osobom, które chciałyby się z nim zaprzyjaźnić. Mniej wtedy czuć ten specyficzny smak, przez który nie wszyscy brukselkę tolerują, nawet w takiej podsmażanej wersji. Białka nadają spójności kaszy, są trochę jak sos, który zespala danie.
Może to danie, tak jak pączki, to też będzie nasza coroczna tradycja.

