sobota, 5 września 2015

Szakszuka

 

Postanowiłam wprowadzić coś nowego do moich weekendowych, przeważnie jajecznych śniadań. Postawiłam na szakszukę, którą widywałam często na wielu blogach, zastanawiając się co powoduje takie zachwyty nad tym prostym daniem. I w zasadzie dokładnie Wam nie powiem, ale dla mnie genialne jest to płynne żółtko, tworzące wraz z pomidorami pyszny sos, w którym z lubością zatapiam kawałek pieczywa.
Wariantów dania jest wiele, mnóstwo różnych przypraw i dodatków. Ja na razie poprzestaję na jednej z najprostszych wersji: czosnek, świeżo ususzone oregano i świeża bazylia wystarczają mi zupełnie. Najważniejsze dla mnie jest żeby żółtko było płynne. Wiele przepisów nakazuje zrobić "dołki" w pomidorach i tam wbijać jajka. Ja jednak zauważyłam, że wbicie jajka na dno patelni powoduje, że żółtko bardzo szybko się ścina, można więc zrobić małe wgłębienie ale polecam jednak jajka wbijać na pomidory.

środa, 12 sierpnia 2015

Pasta z bobu a'la hummus.



Obrany bób przerobiony na różnorakie pasty jest przepyszny. Ja najczęściej robię wersję z ricottą, która potem może stać się nadzieniem pierogów z bobem lub wersję a'la hummus, którą dzisiaj prezentuję.
Właściwie mogłabym napisać tylko tyle: w ulubionym przepisie na hummus podmień cieciorkę na obrany bób. Jeżeli masz, dodaj drobno posiekane świeże oregano. Ale dla tych, co hummusu nie robią, podaję orientacyjny przepis i zachęcam do spróbowania. Koniecznie pamiętajcie też o kilku ulubionych dodatkach. One nadadzą przekąskom jeszcze lepszego smaku.

niedziela, 5 lipca 2015

Węgierska zupa rybna



Wróciłam z urlopu przywożąc przepis na zupę rybną. Jadłam ją w wielu miejscach ale nie we wszystkich mi smakowała. Czasami otrzymywałam zagęszczoną mąką, śmietaną i makaronem breję. Ta jest letnia i lekka. W menu widniała pod nazwą "węgierska zupa rybna" i tak napisałam, aczkolwiek jedzona była w Polsce, więc nie wiem ile ma wspólnego z rzeczywistą kuchnią węgierską. Na pewno była ostra, było w niej sporo papryki i jeszcze jeden rzadko spotykany składnik: liście selera korzeniowego. Dokładniej pisząc, to przywiozłam nie przepis a wspomnienie smaku. Ponieważ receptura jest odtworzona, więc może nie jest to identyczna zupa jaką jadłam, ale bardzo dobra i dla mnie idealna na lato. Zapraszam do eksperymentowania.

czwartek, 11 czerwca 2015

Zupa nie krem ze szparagów.


 
Lekka, delikatna, przepyszna zupa z białych szparagów. Dawniej przeważnie robiłam zupy kremy, ale tym razem zdecydowałam się nic nie miksować, bo moje dziecko za kremami nie przepada. Zupa ma niewiele składników, jest bardzo prosta, jedyny sekret to ugotowanie jej w taki sposób, by szparagi się nie rozgotowały i pozostały przyjemnie chrupiące.

wtorek, 2 czerwca 2015

Słodki winegret i przykłady zastosowania.


Pamiętam moje pierwsze zderzenie z sosem winegret: pierwsza "nowoczesna" książka kucharska (którą dostałam od dziewczyny, której udzielałam korepetycji z matematyki) a w niej przepis na słynny sos: miska przetarta czosnkiem, sól, łyżka octu winnego i trzy łyżki oliwy. Jakżeż wielkie było moje rozczarowanie tym co otrzymałam... Byłam zdumiona, że to miała być ta klasyka nad klasykami, duma francuskiej kuchni.

niedziela, 3 maja 2015

Kopytka z jarmużem albo leniwe z warzywami


Na straganach już mnóstwo nowalijek a ja przerabiam jeszcze zeszłoroczne ziemniaki. Te co zostaną z obiadu zamieniam w kopytka, przemycając w nich inne warzywa. Można powiedzieć, że to takie warzywne leniwe. W tym sezonie hitem okazały się trzy wersje:
- z brukselką
- z jarmużem
- a już najlepsze powstały przypadkowo z totalnych resztek z glazurowanej marchewki oraz takiej brukselki. No ale jak nie miały być pyszne skoro znalazło się w nich wszystko co najlepsze: i troszkę czosnku i parmezanu i boczku.

Jedna sprawa jednak nie dawała mi spokoju: co zrobić, żeby nie trzeba było dosypywać do ciasta dużej ilości mąki. Warzywa gotowane albo blanszowane sprawiają, że ciasto jest bardzo mokre. Postanowiłam zatem rozdrobnić je bez gotowania. Na pierwszy (i na razie jedyny) ogień poszedł jarmuż. Siekanie nożem odpadło na przedbiegach. Spróbowałam za to rozdrobnić go nożami mechanicznymi czyli malakserem, tak jak robię pesto, ale okazało się, że bez dodatku oliwy mój malakser sobie z tym zadaniem nie poradził. Ostatnią deską ratunku była maszynka do mielenia i ta próba zakończyła się sukcesem. Taki "jarmużowy granulat" (z wyglądu, bo mokre toto) można dodawać do kopytek, naleśników, farszów, kotlecików, zamrozić czy przerobić na pesto, które dodamy do zupy czy makaronu.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Sernik z rosą albo z pianką. Prawie jak kupny.


W rodzinie mojego męża krąży taka pochwała, wspominana od czasu do czasu z uśmiechem: "prawie tak dobre jak kupne". Po niej następuje anegdota, jak to niegdyś taki tekst skierowała do mojej teściowej jej siostra, chcąc pochwalić jeden z jej wypieków. Jedząc ten sernik przypomniałam sobie o owym pochlebstwie Był rzeczywiście prawie jak z cukierni, dobrej cukierni, ale nie taki jak inne serniki, które robiłam. Może to przez dodatek mleka i zagęszczenie go skrobią, co spowodowało, że smak sera nie był taki intensywny. Oczywiście sernik był bardzo smaczny, bo przecież użyłam najlepszych składników: wiejskich jaj, świetnego tłustego sera, prawdziwej wanilii, ale zrozumiałam na czym polegają kupne serniki i ich papierowy smak. Mianowicie jeżeli ująć by połowę sera, zastąpić wodą i dodać jeszcze więcej skrobi to już w ogóle byłby jak kupny. Ciotka męża byłaby wniebowzięta. Ja jednak wolę pozostać przy "prawie". Sernik jest delikatny i ładnie się prezentuje, w sam raz na święta albo na rodzinną uroczystość. Powinien zachwycić większość ciotek, babć i teściowych, męska część rodziny też z pewnością nie pogardzi.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Tort makowo-kawowy. Świąteczno-urodzinowy.


Nie pamiętam kiedy ostatnio zrobiłam dwa razy taki sam tort. Przeważnie sprawa wygląda tak, że mam ochotę na jakieś połączenie smakowe i kombinuję. Robię notatki jakie smaki, w których warstwach umieścić i jakich produktów mogę użyć. Tym razem miałam ochotę na klasykę a czas świąteczny ku temu sprzyjał. Co było najgorsze? Nie mogłam się zdecydować. Czy zrobić orzechowe blaty (uwielbiam) i tort orzechowo-kawowy, czy orzechową masę a za to blaty makowe i tort makowo-orzechowy czy też może masę kawową i tort makowo-kawowy. Chodziłam, myślałam,  smak sobie wyobrażałam. W końcu decyzję podjęłam i zdecydowanie ten tort moją zachciankę spełnił. Mam nadzieję, że na dość długo bo torty robię na prawdę okazjonalnie.

piątek, 27 marca 2015

Baba z chleba żytniego. Sochaczewska.



Czy ktoś z Was dowiedział się w szkole co jadano na obiadach czwartkowych? Bo ja bym była bardzo ciekawa. Swojego czasu sporo czytałam artykułów o kuchni staropolskiej. Fascynował mnie ten temat. Na tle tych zainteresowań moją uwagę przykuła baba sochaczewska z chleba żytniego, wpisana na listę produktów tradycyjnych woj. mazowieckiego. Ponieważ mój mąż pochodzi z Sochaczewa postanowiłam z ciekawości upiec ją choćby jeden raz. Dla podtrzymania tradycji.

Trochę informacji o owym wypieku.

Przepis na babę z chleba żytniego został zaczerpnięty z rękopisu znajdującego się wśród zbiorów Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Walk nad Bzurą. Rękopis ten odnaleziono w budynku nieistniejącego dziś zajazdu sochaczewskiego. Brak jest w tym rękopisie oznaczenia daty jego powstania oraz autora, jednakże można przypuszczać, że była nią osoba pełniąca w zajeździe funkcję kucharza *

środa, 18 marca 2015

Stynka - ryba pachnąca ogórkiem. I o tym jakie ryby są najlepsze na świecie.


Miał być post pod tytułem "tania ryba" bo zaczęło się od świeżych szprotek: całe 7 zł/kg. Namierzyłam je już w zeszłym roku, przewertowałam przepisy, ale nim miałam sposobność zakupić sezon na nie minął. W tym roku się udało. Małe tanie rybki, przygotowane zgodnie z przepisem Nigelli zostały ocenione przez dziecko: "Mamo, te ryby są najlepsze na świecie." Wpadłam w osłupienie, bo rzadko kiedy słyszę z jego ust taki komplement o czymś, co nie ma w składzie czekolady.

Kolejna wizyta w sklepie w celu zakupu szprotek sprawia, że wychodzę ze stynkami. Pamiętałam je z jakiegoś programu Okrasy. Sprzedawca rozpływał się w zachwytach i nie ukrywał zdziwienia, że taki towar mu się trafił.  Rybki trochę droższe (chyba 20 zł/kg) ale taka okazja może się nie powtórzyć. 

Czekając na pociąg, ze stynkami w torbie, przeglądam przeterminowaną prasę za pół ceny i zauważam lutowy numer "Kuchni" gdzie na okładce widnieje tytuł "Stynka spod lodu. Zimowa ryba pachnąca ogórkiem."